#nieWiem z Kim tańczysz?
To nie o zwykłym tańcu będzie. To o układaniu się w nim.
Ja od lat tańczę ze wstydem. Czym jest wstyd. I co nam robi. Zastanawialiście się kiedyś?
W moim przypadku to taniec połamaniec. W którym oczywiście to ja częściej leżę na deskach. A jeśli nie leżę i trzymam linię to cudownie depczemy sobie po palcach. Raz do przodu, dwa albo i trzy do tyłu. Raz w cudownym nostalgicznym walcu angielskim, raz w pełnej energii salsie. Moim wstydem jest krytyka. Arystoteles powiedział „Aby uniknąć krytyki, nie mów nic, nie rób nic, bądź nikim”. Przez lata nie byłam świadoma tego z kim tańczę. Aby uniknąć krytyki unikałam sytuacji podczas których musiałam wstępować publicznie. Stanąć na scenie, kiedy wszystkie oczy (czytaj reflektory) skierowane są na mnie było i nadal jest absolutnym dyskomfortem. Tak! Moja areną życia zdecydowanie jest krytyka. Za czasów Arystotelesa wyobrażam sobie, że polegała ona na logicznych, pełnych szacunku dyskusjach o wiedzy i jej znaczeniu. Dziś w świecie wszechobecnego osądu doświadczamy zupełnie innego rodzaju dyskusji. To raczej często raniące, personalne ataki, osądy wydawane przez ludzi, którzy nie angażują się w rozwiązywanie problemów, w budowanie czegokolwiek. Mają na celu wyłącznie zniszczenie wszystkiego co inni próbują budować.
Co zrobić, aby ta tania krytyka nie była najgłośniejsza w naszych głowach. Mnie z pomocą przyszła Brene a raczej Theodore Roosevelt:
„Nie krytyk się liczy, nie człowiek, który wskazuje, jak potykają się silni albo co inni mogliby zrobić lepiej. Chwała należy się mężczyźnie na arenie, którego twarz jest umazana błotem, potem i krwią, który dzielnie walczy, który wie, co to jest wielki entuzjazm, wielkie poświęcenie, który ściera się w słusznych sprawach, który w swych najlepszych chwilach poznał tryumf wielkiego wyczynu, a w najgorszych, gdy przegrywa, to przynajmniej przegrywa z odwagą, nie chcąc, aby jego miejsce było wśród chłodnych i nieśmiałych dusz, które nigdy nie poznały ani smaku zwycięstwa, ani smaku porażki.”
Zrozumiałam, że chcę słuchać tylko tych którzy też są odważni, tez potrafią się odsłonić i być widocznym bez gwarancji wyniku. Nie jest to wcale łatwe! Uczę się tej umiejętności zagłuszania nieużytecznej krytyki i nastawiać uszy na konstruktywną krytykę. Uczę się rozpoznawać kto jest siewca strachu a kto osobą wartą rozmowy. Uczę się też wciąż upadać. Po wielu latach tańca szarpańca potrafię dziś się podnieść po upadku. I kiedy już tak leżą na łopatkach, powtarzam sobie w głowie … dziś sobie już poleż! Odpocznij! Już się dość umorusałaś! Leż tyle ile czujesz ze potrzebujesz! Ale bez przesady! Potem „popraw koronę odważna kobieto” i ruszaj.
A ty? Z kim tańczysz? I jaki to taniec?
