#nieWiem jak narysować Ciszę
Siedzę w miejscu, chyba na końcu świata. Słyszę śpiewające ptaki, widzę budzącą się wiosnę… w oddali pieje kogut. Pan pracuje na roli… Oooooo… kuka kukułka! W świecie ogromnego przebodźcowania ilością dochodzących do nas sygnałów, komunikatów, treści to miejsce to raj. Dziś z czystą przyjemnością biorę tą ciszę. O tej ciszy właśnie chciałam dziś napisać. Postawić #nieWiem co mi robi cisza? Czy cisza boli? Co z tą ciszą? Jak narysować ciszę?
Miewałam momenty w życiu, kiedy cisza naprawdę bolała. Wywoływała olbrzymi niepokój. Nie potrafiłam z nią współistnieć. Kręciło mi się od niej w głowie. Byłam oszołomiona, wręcz pijana od ciszy. Dlatego bardzo jej unikałam. Planowałam dzień, tydzień, miesiąc po tzw. kokardę. Byłam mistrzynią jak zmieścić mix perdoletów w 24 godziny. Perfekcjonistką w łączeniu wszystkich spraw z życia rodzinnego i zawodowego. Wszystko po to, aby nie usiąść i przez przypadek nie usłyszeć siebie. Często powtarzałam … potrzebuję chwilę ciszy. Po czym zakładałam słuchawki i szłam biegać. Wracałam z pracy i mówiłam, czy możecie przez chwilę nic do mnie nie mówić? Po czym siadałam przed telewizorem.
Co usłyszałam, kiedy świadomie zaczęłam zapraszać ciszę do mojego życia, a tak naprawdę do serca?
Usłyszałam swoje myśli! Bałagan myśli… Cytując klasyka „No siostro… macie tutaj niezły burdel w tym Archeo”. Moja głowa a w niej… Idź! Czemu siedzisz! Oddzwoń. Napisz. Obiecałaś. Sprawdź. Kup. Pamiętaj …Ugotuj. Posprzątaj. Odkurz. A ta pani w sklepie jak kupowałam mleko to spojrzała na mnie jakoś tak dziwnie. Powiedziałam dziś na spotkaniu „to” w taki sposób, że mogłam kogoś urazić. A może pojadę do mamy dawno nie byłam. Pamiętaj za tydzień są urodziny … tort! Ta prezentacja na spotkanie może jeszcze dopytam… co będzie, jeśli zapomnę tekstu podczas tego wystąpienia. A może powinnam…
Taka cisza potrafi zmusić do myślenia.
Wzięłam kartę i zaczęłam rysować te myśli. A że nie odkryłam w sobie jeszcze telnetu do rysunku, wyszły najdziwniejsze bazgroły… to jak ten „gówniany pierwszy szkic” u Brene. Taka mapa myśli zakodowana unikalnym kodem mojego talentu do rysunku.
Dziś lubię te momenty mojego delektowania się ciszą. Planuję je, zwłaszcza kiedy mam do podjęcia ważne decyzje. I rysuję. Wszystko co przychodzi do głowy. Po prostu rysuję. Ołówkiem… lubię jego miękkość. Może to z dzieciństwa? Kojarzy mi się z bajką „Zaczarowany ołówek”. Pamiętacie? Kto pamięta? :-)Potem pytam siebie co z tego jest dla mnie Dziś ważne. Odrzucam to co nie moje, to co mnie nie dotyczy a namolnie przychodzi. I mówię sobie bierz to! Resztą dziś nie jest ważna. Reszta będzie na potem. Albo na nigdy!
Ostatnio podczas wsłuchiwania się w siebie narysowałam swój czas na emeryturze… zachowałam ten rysunek. Zdradzę wam, że jadę Kamperem…😊
Nie zawsze je zachowuje. Te rysunki. Często po postu wrzucam na kosza. Są dla mnie moją metoda na oczyszczanie głowy. Na rozmowę bez rozmowy. Monolo-dialog. Ten zostawiłam… to był dobry czas w wsłuchanie się w małą Mi która siedzi w mojej głowie. W to czego mi potrzeba. Najwyraźniej potrzebowałam narysować właśnie ten moment mojego życia. Może dlatego, że powiedziałam sobie ostatnio, że zamierzam żyć tak jak moja prababcia 102 lat! 🙂
Cisza potrafi zmusić do myślenia. Jest przykra, zwłaszcza na początku drogi praktykowania jej. Zapewniam cię jednak, że bardzo efektywna.
A oto definicja ciszy i bezruchu, jaką opracowała Brene Brown na podstawie swoich badań:
Cisza i bezruch nie polegają na koncentrowaniu się na nicości;
Chodzi w nich o to, by utworzyć wolne od emocji miejsce i pozwolić
W nim sobie na to, by czuć, myśleć, marzyć i zadawać pytania.
A ty? Jak u ciebie z ciszą? Lubisz ją? A może na razie perfekcyjnie jej unikasz? Rysujesz? Może spróbuj! Wierzę, że dziś każdy z nas bardzo potrzebuje chwil z monodialogiem.
Poeksperymentujmy z ciszą, z rożnymi jej formami, aby znaleźć coś co będzie dla nas odpowiednie. Dodajmy do naszego życia pełnego niepokoju i stresów, ciszę i spokój. Niech one zaczną wyznaczać nam styl życia, pomogą zaoponować nad strachem czy gniewem.
Ja zdecydowałam, że moje życie potrzebuje leczenia ciszą i spokojem. W maratonie, który sama sobie codziennie funduję to moja recepta na równowagę w życiu. Uczę się pomieścić wszystko razem.
