#nieWiem czy można przynależeć nigdzie?
Najróżniejsze przeprowadzone badania potwierdzają, że jesteśmy „zwierzakami” stadnymi. Naszą naturalną, pierwotną potrzebą jest przynależność do drugiego człowieka, grupy, społeczności.
Wiedziałam o tym. Czytałam, słyszałam. Mimo to nie do końca mogłam się z tym zgodzić, bo gdzieś tam wewnętrznie, głęboko w serduchu, w trzewiach czułam, że mam jednak trochę inaczej. Że lubię tak nigdzie nie przynależeć …albo inaczej, że lubię przynależeć do siebie, tak sama z sobą przycupnąć, posiedzieć.
Akceptacja nas, przez innych ludzi, to jeden z naszych najważniejszych bożków. Wizja samotnej wędrówki paraliżuje tak bardzo, że czasami rezygnujemy z siebie prawdziwych. Zaczynamy się dopasowywać, układać, rozglądać za potwierdzeniem ze spełniamy kogoś oczekiwania, albo że jesteśmy fajni bo … coś tam! Prawdziwa przynależność i poczucie własnej wartości to nie towary których wartość ustala się w drodze negocjacji ze światem.
Późno, lecz w końcu … natrafiłam/przeczytałam … U Brene w książce „Z odwagą w nieznane” o „silnym kręgosłupie, nieskrępowanym sercu oraz miękkiej piersi”.
„Człowiek jest wolny tylko wtedy, gdy sobie uświadomi, że nigdzie nie przynależy, zupełnie nigdzie, ponieważ jego miejsce jest wszędzie”.
Jak to jest przynależeć nigdzie?!
Pomyślałam, skoro będąc w grupie lub poza nią i tak czujemy się samotni, to czy nie lepszym jest bycie samotnym w zgodzie z sobą niż bycie samotnym z ludźmi wbrew temu w co wierzymy i co jest dla nas prawdą.
Jak?
A no tak:
Poprzez naukę wyznaczania granic i poszanowania granic innych ludzi. Naukę precyzyjnego wyrażania myśli i przemyślanego składania deklaracji. Naukę obrony własnego zdania oraz formułowania autentycznych przeprosin. Naukę dochowywania powierzonych nam tajemnic. Naukę trwania przy swoich wartościach. Naukę udzielania pomocy i proszenia o nią. I w końcu naukę bycia Hojnym. Czyli zakładania dobrych intencji. Odwagi na odsłonięcie. Przyzwolenia na miękką pierś, czyli pierś bez zbroi z jednoczesną ochroną tej piersi przed ciągłymi ocenami, zwłaszcza własnymi. Nieskrępowanego serca czyli serca twardego i czułego jednocześnie. Potrafiącego znosić napięcie, niepokój związany z otaczającymi nas dramatami, konfliktami i jednocześnie potrafiącego dać sobie zgodę aby przeżywać szczęście i radość.
Przynależeć to być tam, gdzie się chce być. To akceptacja bycia tym kim jesteśmy naprawdę.
Nie łatwe ale nie niewykonalne!
Postawa życiowa „Silny kręgosłup , miękka pierś i nieskrępowane serce” z pewnością spowoduje, że momentami będziemy sami. Nie oznacza to jednak samotności. To dwa różne stany.
Bycie samym to bycie w zgodzie z sobą, dbanie o siebie. Uwaga : to nie egoizm! A jeśli nawet to ten w wydaniu pozytywnym.
Bycie samotnym to dopasowanie się do życia w stadzie która pozostaje na nas obojętna. A waluta jaką płacimy za bycie nie sobą w tym stadzie jest samotność właśnie w tym stadzie.
To bycie wyrzutkiem, autsajderem stanowi akt wielkiej odwagi. Z pewnością wyczerpuje człowieka do cna. Daje jednocześnie też szansę na poznanie siebie prawdziwego oraz innych nam podobnych ryzykantów. Jest nas coraz więcej … wystarczy się tylko porozglądać😊
How!
i.
