#nieWiem… tzn. Wiem! Jestem złośnicą!
Pisałam chwilę temu o tym, że czuję złość i że tą złość chcę zamienić na nadzieję.
Pomyślałam potem, że często w moim postach piszę o tym, że czuję złość. Zauważyliście?
Cofnęłam się więc do nich i … stwierdziłam … Tak. Złośnica ze mnie! 🙂
I o tej złości dziś chciałam z Wami chwilę…
Czy złość jest zła? Czy może być zła?
Myślała, że tak! Przyznaję …długo w tym byłam. Hmmmm skłamałabym … nadal jestem☹
Chodzi mi jednak po głowie myśl, aby się z tą złością polubić.
Ale od początku… czym jest złość?
Jest emocją. To pewne!
„…przynosi energię, siłę do działania. Ma funkcje ochronną i prowadzi do tego, aby była nam lepiej. Często broni naszych granic, jest strażnikiem nas samych…”
Patrzyliście kiedyś na nią w taki sposób?
Zgaduję, że nie😊
Dlaczego?
Ponieważ nie wypada być złym… Tak zostaliśmy wychowani… Z pewnością nie wypada być złośnicą…😊
A skąd się bierze?
Często narasta w nas tygodniami, latami. Czasami przychodzi nagle. Zaskakuje nas nieprzygotowanych.
Jak rozpoznać ten moment, kiedy przychodzi, nadchodzi?
Wiele mówi nam nasze ciało. U mnie … serce bije szybciej. Zmienia mi się ton głosu, szybkość wypowiadanych słów… wkrada się jąkanie, po chwili pojawiają się łzy. Potem nastaje już tylko milczenie… i cisza:_(
I kiedy zaczęłam o tej „Pani Złości” rozmawiać, czytać, słuchać to zrozumiałam, że cała sztuka akceptacji na Złość i wyrażenia jej polega na tym, aby rozpoznać ją w nas, przyjąć i świadomie skontrolować. Nie dusić, nie ukrywać, nie wstydzić się jej!
Brenne Brown pisze, mówi o „skoku na żyrandol”. Tak nazywa jedną ze strategii rozładowania emocji. To moment, kiedy wydaje nam się, że upchaliśmy poczucie krzywdy gdzieś bardzo głęboko. Aż tu nagle, za sprawą małej sprawy, dosłownie drobiazgu zaczynamy się wściekać. Tracimy kontrolę nad naszym zachowaniem i aaaaaaaafera…
Zdarzyło wam się tak…?
Ja musze się przyznać, że miałam kilka takich sytuacji. Pamiętam, że wywołane były sprawami niepozornej uwagi, małymi niepowodzeniami, drobnostkami. Wyzwoliły one we mnie takie emocje, taka złość, że trudno było zatrzymać mój słowotok. Dlaczego się zdarzyły? Ponieważ wcześniej przywdziałam niechlubną zbroję. Schowałam za nią strach, złość właśnie, to co bolało, czego nie rozumiałam. I tak ubrana w „kaftan bezpieczeństwa” uśmiechając się mówiłam … jest Ok. Aż tu nagle niespodziewanie małe nieznaczące nic, przykładowe niewyniesione śmieci powodowały, że wybuchałam krzywdząc, obrażając… A zaraz po tym przychodził wstyd!:_(
I już tak nie chcę! Mam zgodę. Rozumiem, że lepiej pozwolić sobie na „bieżącą” złość, na mównie … jestem zła, zły, jest mi źle ponieważ… niż na udawanie, że nic się nie stało.
Chcę też tutaj napisać, że tłumienie złości prowadzi do częstych powikłań zdrowotnych, do chorób takich jak np. depresja czy Hashimoto.
Więcej dziś rozumiem. Żałuję, że tak późno. Jednak lepiej późno niż… nigdy.
Więc chcę dziś powiedzieć, że będę pozwalać sobie na złość. Przyjmować ją. Zastanawiać, dlaczego przychodzi i co chce mi powiedzieć. Przed czym chcę mnie ochronić. Mądrze chcę nią zarządzać, tak aby nikogo już nie ranić i siebie ochronić.
I tak sobie myślę, że nawet sexy jest być złośnicą😊
Doświadczenie z gwiazdką*
A może i ty zastanowisz się jakie są twoje oznaki złości. I kiedy już je nazwiesz, przy najbliżej okazji, kiedy się pojawią złapiesz ten moment… i pomyślisz o tym czy chcesz tę złość z szacunkiem do drugiego człowieka wyrazić czy może znowu schować.
Złośliwie was ściskam! 🙂
